sobota, 10 marca 2018

Rozdział XXII - Sibuna Brak komentarzy:


Eddie poczochrał włosy, obserwując Fabiana zawzięcie wertującego książkę. Chłopak zaśmiał się cicho, gdy Rutter ze złością cisnął woluminem na podłogę. Szatyn obrócił się w jego stronę i zmarszczył brwi. Pod jego oczami widniały pokaźnych rozmiarów wory – efekt nieprzespanej nocy.

– Co ta książka ci zrobiła? – Miller zaśmiał się. Brytyjczyk wywrócił oczami i sięgnął po kolejną lekturę z piętrzącego się na stole stosu. Wyglądało jakby chłopak w ogóle nie miał nastroju na żarty współlokatora, ale kto mógł się mu dziwić? Fabian przez całą noc starał się wymyślić, jak może uratować Ninę z egipskiego piekła. Nawet zastanawiał się nad cichym wymknięciem z pokoju do biblioteki, niestety uniemożliwił mu to Victor, który przez całą noc bez przerwy kręcił się po domu. Brytyjczyk więc stwierdził, że zaczeka z tym do rana, a po bezowocnych rozmyślaniach w końcu udało mu się zasnąć przed czwartą nad ranem tylko po to, aby wstać dwie godziny później. Rutter nawet rozważał ominięcie dnia w szkole, ale nie chciał, aby to wydało się komukolwiek podejrzliwe – zwłaszcza, że prawdopodobnie w tej samej chwili dyrektor Sweet starał się skontaktować z Nickolsonami.

– Będziesz tu stał i się gapił? – spytał zdenerwowany Fabian, nie podnosząc wzroku znad książki. Usłyszał ciche szuranie, które oznaczało, że Eddie odsuwał krzesło naprzeciwko niego. Krzesło, na którym kilka dni temu siedziała Nina, pomyślał gorzko szatyn. Nie można było ukrywać, że teraz wszystko przypominało mu blondynkę.

– Będę tu siedział i się gapił.

Miller poruszył nonszalancko brwiami, oczekując wybuchu śmiechu ze strony przyjaciela. Na nic takiego się jednak nie zanosiło, co utwierdziło w przekonaniu blondyna, że humor Ruttera musiał być naprawdę fatalny. Chwycił więc jedną z książek, chcąc zwrócić uwagę szatyna i zaczął ją przekartkowywać.

Egipskie Piekło? – Chłopak uniósł brwi po przeczytaniu tytułu. – Fabian, dobrze się czujesz?

Brytyjczyk wstał tak szybko, że mógłby konkurować z samym Flashem. Szybko wyrwał książkę z rąk współlokatora i z powrotem odłożył na stos. Posłał chłopakowi zirytowane spojrzenie i wrócił na krzesło. Próbował skupić się na tekście, ale nie potrafił. Zastanawiał się, czy powinien wprowadzić Eddiego, który i tak już zaczynał coś podejrzewać.

– Jest coś, o czym nie wiem, prawda? – zapytał, przysuwając krzesło bliżej chłopaka. – Związane z powrotem Niny do Ameryki, tak? Ona już nie wróci?

– Tak, tak i nie – powiedział po chwili ciszy Rutter. – Znaczy wróci i nie jest w Stanach. – Amerykanin spojrzał na chłopaka zdziwionym spojrzeniem. – To nie jest takie trudne, jak się wydaje. Słuchaj, Eddie, ja też nie wiem za wiele. W zasadzie dowiedziałem się o tym wczoraj, kiedy Nina dosłownie wpadła do egipskiego piekła.

Blondyn zmarszczył brwi jeszcze bardziej, powodując tym samym pojawienie się wąskich kresek na jego czole. Był doskonale świadomy tego, że Fabian nie zwariował. Za samo potwierdzenie mogło nawet mówić kilka poprzednich semestrów. W Anubisie działy się dziwne rzeczy – temu nie można było zaprzeczyć. A już szczególnie, gdy Wybrana jest z Osirionem w tym samym miejscu. Miller teraz rozumiał, ile ryzykowała Martin, wracając tutaj.

– Więc teraz próbujesz się dowiedzieć, jak ją wyciągnąć. – Szatyn pokiwał głową. – Wątpię, żebyś mógł się tego dowiedzieć w tych książkach czy nawet Internecie. Myślę, że trzeba to sprawdzić na własną rękę.

Fabian westchnął. Tego właśnie obawiał się najbardziej. Nie chciał tam wracać. Nie chodziło tutaj o samą upiorność tego miejsca czy zapach stęchlizny roznoszący się w powietrzu. Chłopak bał się wspomnień z zeszłego wieczora.

Zamknął książkę, którą wcześnie starał się przeczytać i odłożył na najbliższą półkę. Zmierzył Eddiego wzrokiem i pokiwał głową. Chłopak był zdeterminowany – to było widać na pierwszy rzut oka.

– Informujemy resztę? – spytał, zabierając ze stołu resztę woluminów. Blondyn wzruszył ramionami, opierając nogi na stole i zakładając ręce pod głowę. Pomyślał, że jeśli już szykowała się nowa tajemnica, to dobrze byłoby mieć Sibunę z powrotem.

– Czemu nie? W końcu nie muszą się zgadzać, jeśli nie będą chcieli.

*

Amber nie wiedziała, co było tego powodem, ale siedziała na kanapie zażarcie plotkując z Marą Jaffray. Nie chodziło o to, że nie dogadywała się z brunetką. Bardziej o ich burzliwą przeszłość, do której jednak nie zamierzała wracać.

– Więc ty i Jerome znowu jesteście razem? – spytała blondynka uśmiechając się w kierunku dziewczyny. Mara rozpromieniła się i kiwnęła głową, zakładając kruczoczarne włosy za ucho. Spojrzała na swoje buty speszona bezpośredniością byłej przyjaciółki.

– Tak, od wczoraj – powiedziała, zaczynając grzebać w torbie, aby ukryć rumieńce wpływające na jej jasną cerę.

Ucieszona Amber klasnęła w dłonie i rozprostowała kolana wstając. Odgarnęła zamaszyście włosy do tyłu, tal jak miała w zwyczaju i obdarzyła Marę długim spojrzeniem. Jej usta rozciągnęły się w uśmiechu, gdy do jej głowy wpadł pomysł, który uważała za genialny i pochwalała się w myślach za wpadnięcie na niego.

– W takim razie pójdziemy na podwójną randkę!

Nie oczekując na potwierdzenie od Jaffray dopowiedziała, że musi lecieć i szybko pożegnała się z dziewczyną, znikając w korytarzu, gdzie wpadła na spieszącego w jej stronę Eddiego. Wywróciła oczami, gdy spostrzegła jak kilka kartek wylatuje z pomarańczowego zeszytu, który kurczowo trzymała.

– Widzę, że na mnie lecisz – zażartowała, schylając się po kartki. Chłopak wzniósł oczy do nieba, zastanawiając się, dlaczego to on był zmuszony szukać Millington po całej szkole, a nie właśnie Rutter.

– Amber, nie mamy czasu na to – mruknął, chwytając za ramię zmieszaną blondynkę, która ledwo co zdążyła się podnieść. Pociągnął dziewczynę przez całą długość korytarza w kierunku pustej klasy od francuskiego, nie zważając na jej protesty.

– Boże, Eddie, spokojnie – mruknęła, dopiero po chwili zauważając Fabiana, Patricię i Alfiego zgromadzonych przy jednej z ławek. – O co chodzi?

Fabian westchnął głęboko i oparł się o ławkę obok. Blondynka od razu zauważyła jak paskudnie wyglądał. Nie wspominając o okropnych worach pod oczami, które prawdopodobnie żaden korektor nie był w stanie zasłonić, chłopak wyglądał jakby przez jedną noc postarzał się o kilka lat. Dziewczyna wiedziała, że coś musiało się wydarzyć, a sądząc po nieobecności Niny to właśnie o nią chodziło.

– Dobra, niech ktoś mi wyjaśni, co się tu dzieje – zażądała. – Czekajcie, czyżby to było Sibuna Reunion?

Dziewczyna pisnęła z ekscytacji i w podskokach podbiegła do znajomych. Eddie zamknął drzwi, wywracając oczami i po chwili on również dołączył do małej grupki formującej się na środku klasy. Miał tylko nadzieję, że żaden nauczyciel nie postanowi nagle wparować do pomieszczenia.
– Wprowadzisz ich, czy ja mam to zrobić? – Zwrócił się w stronę Fabiana blondyn. Szatyn tylko wzruszył ramionami, po czym zaczął opowiadać całą historię, zaznaczając na początku, że on sam niewiele wie i dopiero niedawno wszystko zrozumiał.

– Dlaczego nam nic nie powiedziała? – spytała zmartwiona Amber, gdy chłopak skończył. Fabian wzruszył ramionami. Sam myślał o tym od momentu, w którym zniknęła. Można było nawet powiedzieć, że miał jej to trochę za złe. Patricia z kolei – o dziwo rozumiała wszystko. Nina prawdopodobnie wiedząc, jak trudno było jej odzyskać dobre kontakty z każdym z nich, starała się nie narzucać na ich barki więcej niż mieli. Pewnie obwiniała się za rozpoczęcie kolejnej tajemnicy, więc postanowiła rozwiązać ją sama.

– To nie jest teraz ważne – powiedziała, zwracając na siebie uwagę przyjaciół. – Powinniśmy się raczej zastanowić nad tym jak ją stamtąd wydostać.

*

Perlisty śmiech Joy został zagłuszony przez gwar rozmów, który towarzyszył każdej przerwie. Dziewczyna wraz z Nathanem siedziała na trawie, rozmawiając o wszystkim, a równocześnie o niczym. Mercer czuła się w jego towarzystwie wręcz wyśmienicie. Wydawało jej się, że nawet poruszając z chłopakiem tak błahy temat, jakim była pogoda i tak bawiłaby się świetnie.

– Nie wierzę, że mogłeś coś takiego zrobić. – Zaśmiała się jeszcze raz. Chłopak właśnie opowiedział jej, jak wrzucił siostrze czerwoną skarpetkę do białych rzeczy, tylko dlatego, że zabroniła mu jeść czekoladę.

– Miałem 7 lat, czego oczekujesz? – Chłopak roześmiał się, skubiąc trawę. Ostatnio weszło mu to w nawyk. To pewnie przyczyna przesiadywania prawie każdej przerwy z Joy na trawniku przed szkołą. Zapewne również był to powód pogłosek, które krążyły po całej szkole, a już szczególnie po Domu Izydy. Największym wrzodem na tyłku okazała się jednak Alice Stone, z którą mieszkał w jednym domu. Co chwilę, gdy chłopak znalazł się w jej obecności pytała go, czy już zdążył się oświadczyć Brytyjce.

Joy z uśmiechem wbiła wzrok w ziemię. Wydawało jej się, że Nathan zaczynał zaliczać się do osób, które albo wiedziały o niej wszystko, albo przynajmniej na tyle dużo, żeby mogli powiedzieć, że znają ją bardzo dobrze. Szatynka nigdy nie była zbytnio skryta, ale nie opowiadała też na wszystkie strony o swoich problemach czy – w przeciwieństwie do Patrici – wypowiadała wszystko, o czym w danej chwili myślała.  Przy Smithie jednak to ulegało zmianie. Dziewczyna wręcz miała ochotę, mówiąc mu o każdym pomyśle, który rodził się w jej głowie.

Brytyjka poczuła muśnięcie palców chłopaka, kiedy odgarniał jej włosy za ucho. Podniosła wzrok i napotkała błękitne tęczówki chłopaka. Joy od razu na myśl przyszły czasy, gdy jako mała dziewczynka całe dnie spędzała na trawie razem z rodzicami, zgadując kształty chmur leniwie płynących po niebie.

Chłopak zaczął zmniejszać odległość między nimi. Pierwsze, co poczuła dziewczyna to nieubłagalny strach. Joy chciała tego, naprawdę. Ale co jeśli przez to zniszczyliby relację, która utworzyła się między nimi przez te kilka miesięcy? Po chwili jednak przypomniała sobie uczucia, które towarzyszyły jej przy rozmowach z Nathnem. Zamknęła więc oczy, pozwalając chłopakowi na zajęcie przestrzeni między nimi.

Pocałunek był inny niż te, które do tej pory przeżyła. Niczym nie mogła go porównać do jej wymuszonego na Fabianie w zeszłym roku, już bardziej przypominał jej pocałunki z Jeromem. Nie mógł się jednak z nimi równać. Delikatny i niepewny pocałunek zostawiał poczucie świeżości na jej ustach niczym miętówka czy pasta do zębów po porannym myciu zębów. Joy polubiła to uczucie. Gdy chłopak odsuwał się od niej z uśmiechem, miała ogromną nadzieję, że jeszcze kiedyś go dozna. W odpowiedzi również się uśmiechała.

*

– ZNALAZŁAM COŚ!

Krzyk Amber rozniósł się po bibliotece Frobisherów, która na szczęście wypełniona była tylko członkami Sibuny. Wcześniej uzgodnili, że jeszcze raz cała piątka spróbuje coś znaleźć w bibliotece, a dopiero potem wyruszy do tunelów. Nie trzeba chyba wspominać, że głownie była ta sprawka blondynki, która teraz wydzierała się na cały budynek.

Wszyscy podbiegli do dziewczyny, z dumą wskazującą na obrazek, który nie tak dawno Fabian pokazywał Ninie, gdy dawał jej naszyjnik. Cała czwórka zmarszczyła brwi, spoglądając niepewnie w stronę Millington.

– O mój Boże, wy serio nie rozumiecie. – Blondynka westchnęła. – Fabian, ten łańcuszek jest identyczny z tym, który dałeś Ninie. Wniosek: to ten sam. – Po czym dodała, widząc na twarzach przyjaciół powątpiewające spojrzenia: – Zaufajcie mi, to by wyjaśniało wiele.

Amber wskazała palcem na dość obszerny tekst zatytułowany „Naszyjnik Izydy”.

 „Egipcjanie wierzyli, że łańcuszek Izydy bez kamienia staje się swego rodzaju kluczem do bram egipskiego piekła. Jest jednym z artefaktów, ułatwiających przeniesienie tam elementów czy nawet ludzi ze świata żywych. W przeciwieństwie do łańcuszka, samotny kamień jest bezużyteczny. Z kolei razem połączone mogą pomóc wydostać się komukolwiek z piekła. Niestety do tej pory kamień nie został znaleziony, zaś łańcuszek był przekazywany z pokolenie na pokolenie, dopóki nie zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach. W starożytności wierzono, że kamień znajduje się w egipskim piekle, czyli analogicznie do wierzeń w innym wymiarze”. – Eddie przeczytał fragment tekstu znalezionego przez Amber i niepewnym wzorkiem spojrzał na współlokatora. Fabian zdruzgotany usiadł na krześle, chowając twarz w dłoniach. Przez długi czas panowała grobowa cisza, dopóki chłopak nie wyszeptał czterech słów, które nie opuszczały go już do końca.

To wszystko moja wina.


Wiecie co? Naszła mnie wena i oto rozdział. 
Wiem, że zawaliłam, ale co poradzę? Nie wiem jak regularnie będą się pojawiać rozdziały, ale postaram się coś pisać w miarę możliwości. I wielu szczegółów niestety nie pamiętam, więc troszkę muszę sobie przypomnieć. W każdym razie mam nadzieję, że kolejny dość szybko.
ROZDZIAŁ NIEPOPRAWIONY
Starsze posty Strona główna
Szablon wykonany przez Tyler